Tajemnice szkolnej stołówki

makaron320
Print Friendly

W angielskim internecie od kilku tygodni aż huczy od głosów oburzenia nad jakością (i rozmiarem porcji) szkolnych obiadów. Sprawcą zamieszania nie jest jak zwykle Jamie Oliver, ale 9-letnia dziewczynka ze Szkocji. Martha Payne, w ramach zbierania funduszy na organizację charytatywną dożywiającą dzieci z Trzeciego Świata, założyła blog o wiele mówiącym tytule Never Seconds (Zero dokładek), na którym zamieszczała zdjęcia obiadów ze szkolnej stołówki oceniając je na skali od 1 do 10 za smak, wielkość porcji i walory odżywcze. Nowym projektem nie cieszyła się długo. Urząd gminy Argyll and Bute, zaniepokojony rosnącą popularnością bloga wśród internautów, którzy w komentarzach nie kryli oburzenia dla mikroskopijnych porcji i fastfoodowego menu stołówki, zakazał dziewczynce fotografowania obiadów.

Nie przewidział tylko jaką lawinę rozpęta swoją decyzją. W dniu, w którym Martha opublikowała post informujący o tym, że musi zamknąć blog, jej strona odnotowała rekordową liczbę wejść i zajęła pierwszą w Anglii, a trzecią na świecie pozycję w trendach dnia na Twitterze. Internauci z całego świata zostawili pod ostatnim postem Marthy ponad dwa tysiące komentarzy. Wsparcia udzielił jej sam Jamie Oliver apelując do użytkowników Twittera o wstawienie się za dziewczynką. Wkrótce do urzędu gminy Argyll and Bute zaczęły napływać od internautów z całego świata zażalenia na podjętą decyzję z żądaniami jej wyjaśnienia. Sprawą zainteresowały się media: artykuły na temat Marthy ukazały się na stronach większości opiniotwórczych gazet i platform internetowych:  BBC, The Telegraph, The Guardian, Huffington Post. Internet oszalał na punkcie młodej blogerki, której strona, założona niespełna dwa miesiące temu, dziś ma na koncie niemal 7 milionów wejść.

Urząd gminy, przerażony pospolitym ruszeniem internautów, w ciągu 24 godzin z podkulonym ogonem wycofał się z niefortunnej decyzji i pozwolił Marcie kontynuować projekt. O dziwo, z dnia na dzień stołówkowe jedzenie poprawiło się, porcje urosły, a dzieciom pozwolono brać dokładki. Na zamieszaniu skorzystali nie tylko koledzy i koleżanki ze szkoły Marthy. Mary’s Meals, organizacja charytatywna na rzecz której dziewczynka zbierała pieniądze, otrzymała od darczyńców z całego świata ponad 100.000 funtów.

A Martha? Nadal prowadzi swój blog i stara się wieść w miare normalne życie. Choć to ostatnie nie jest proste, zważywszy, że wokół jej szkoły ciągle kręcą się ekipy telewizyjne, a telefony urywają się od dzwoniących z ofertami gospodarzy talk showów i hollywoodzkich agentów, którzy zdążyli zaproponować dziewczynce kontrakt na książkę i film. Martha karierą w show biznesie nie jest jednak zainteresowana, bo zachęcona sukcesem bloga postanowiła zostać dziennikarką. Pozostaje też niewzruszona na umizgi gastronomicznego światka: ostatnio odrzuciła zaproszenie do najlepszej na świecie restauracji Noma, bo kolidowało z planowanym od dłuższego czasu kempingiem w Blackpool (taka polska Łeba).

Jedzenie w szkołach moich dzieci na szczęście nie przypomina tego ze szkockiej stołówki. Jest urozmaicone, zdrowe, z dużą ilością potraw kuchni etnicznych. Zawdzięczamy to akcji Jamiego Olivera, który kilka lat temu zawstydził angielskich polityków obnażając w programie telewizyjnym “Jamie’s School Dinners”  katastrofalny stan szkolnych posiłków. Okazało się, że w Wielkiej Brytanii szkolne stołówki przejęły wielkie firmy cateringowe, które dla zmaksymalizowania zysków karmiły dzieci jedzeniem jak z koszmarnego snu Magdy Gessler. Dla przykładu serwowane kilkulatkom turkey twizzlers, sprężynki ze smażonego w głębokim tłuszczu przetworzonego mięsa, zawierały ponad 40 składników, w tym zaledwie 34% tytułowego indyka,  trzy rodzaje słodzika (m.in. aspartam), tłuszcz wieprzowy, utwardzone tłuszcze roślinne, barwniki i dodatki smakowe. Pod presją społeczną rząd wprowadził surowsze normy żywienia dzieci w szkołach i przeznaczył na ten cel więcej funduszy. Niestety, wpływy Jamiego Olivera nie sięgają do Szkocji, która ma w kwestii edukacji wolną rękę.

Dziś chciałabym Wam zaprezentować danie, które cieszy się największym powodzeniem w naszej domowej stołówce: spaghetti z sosem pomidorowym. Przepis jest efektem wielu prób i błędów, które zaowocowały sosem idealnym: słodkim, gęstym i aromatycznym. Moje dzieci wyjadają go z garnka łyżkami. Tajemnicą sukcesu są wolno smażone na oliwie aromatyczne warzywa (cebula, czosnek, seler naciowy i marchewka), które stanowią bazę sosu, plus długi czas gotowania. A co jedzą najchętniej Wasze dzieci? Podpowiedzcie proszę, bo moje niedługo pomarańczowe się od tego sosu zrobią.

Na spory garnek sosu (ja robię z takich proporcji i połowę zamrażam):

  • 5 łyżek oliwy extra virgin
  • 1 duża cebula pokrojona w kostkę
  • 1 ząbek czosnku pokrojony w kostkę
  • 2 łodygi selera naciowego (albo jedna dluga, moje byly krotkie) pokrojonego w kostkę
  • 2 małe marchewki albo jedna duża pokrojona w kostkę
  • 4 puszki krojonych pomidorów
  • 2 garście liści bazylii (połowa doniczki mniej więcej)
  • Sól do smaku
  • 1 łyżka oliwy extra virgin dodatkowo

Na dużej głębokiej patelni rozgrzej oliwę i wrzuć do niej cebulę, czosnek, seler i marchewkę. Smaż na średnim ogniu przez 10 minut dość często mieszając aż warzywa zrobią się miękkie i zaczną ładnie pachnieć (nie dopuść do zbrązowienia). Dodaj pomidory i bazylię i gotuj na średnim ogniu bez przykrycia około 40 minut od czasu do czasu mieszając. Sos ma się zagęścić i zmienić kolor z czerwonego na pomarańczowy. Sos przestudź nieco i zmiksuj w blenderze razem z dodatkową łyżką oliwy. Przelej do czystego garnka i dopraw do smaku solą. Podawaj ze spaghetti ugotowanym al dente.

6 Komentarze


  • Porządny sos pomidorowy to prawdziwy skarb. W Polsce nadal jeszcze w większości szkół są porządne kucharki, które przygotowują w miarę przyzwoite jedzenie, ale ostatnio też mówi się wiele o zmianach. W Warszawie kucharki strajkują bo też chcą je szkoły zamienić na firmy cateringowe – a to zapewne odbije się na jakości żywienia i ilości.

    26/06/2012
  • W szkole mojej córki i w szkole, w której pracuje mój mąż koszt jednego obiadu (jednodaniowego) to 1,20 zł! I są pyszne, jak w domu! Nie wyobrażam sobie cateringu w szkole! A co do sosu to robię podobnie, tylko zamiast świeżej, daję suszoną bazylię. Ku rozpaczy mojego męża, który uwielbia świeżą, w przeciwieństwie do mnie. Pozdrawiam!

    27/06/2012
  • Byłam kiedyś na tamtym blogu i też sie dziwiłam, że tyle fast foodów tam jest… A Twój sos świetny :) w końcu znalazłam jakiś dobry z selerem naciowym i marchewką. Dodam tylko mięsko mielone i zrobię spaghetti

    27/06/2012
  • Shinju, milo, ze znow wpadlas. Tu przez dlugi czas kucharki zajmowaly sie wylacznie odgrzewaniem obiadow przywozonych na wielkich ciezarowach i traktowaly swoja prace jak dopust bozy (trudno sie dziwic). Teraz jest lepiej, ale oczywiscie nie wszedzie.

    Jelka, milo Cie znow widziec. To naprawde trudno sobie wyobrazic. Gory frytek, hamburgery, plus przeslodki deser. Tutaj wyzywienie dzieci nie jest tak surowo regulowane jak w Polsce, gdzie istnieja bardzo dokladne normy zywieniowe. A co do sosu, to sprobuj ze swieza bazylia. Wrzuca sie ja na poczatku gotowania, wiec traci surowy i zdecydowany smak, ktory nie kazdemu odpowiada.

    Ola, witam na stronie i gratuluje obrony pracy. Przepis na ten sos to klasyka kuchni wloskiej. Jest robiony zima, kiedy po swiezych pomidorach pozostalo juz tylko wspomnienie. Dobrze znosi zarowno wekowanie jak i mrozenie (ja wole to drugie, mniej roboty). Idealny jako podstawa do innych sosow (z mielonym miesem wlasnie, albo z podsmazona cukinia). Mozna tez posmarowac nim grillowane plasterki baklazana, przykryc mozarella i zapiec w piekarniku.

    27/06/2012
  • Monika

    A pomidory w puszce o pojemnosci 400g czy te mniejsze?

    08/08/2012
    • 400 g. Przepraszam, że tak późno, ale niedawno z wakacji wróciłam. Pozdrawiam.

      06/09/2012

Skomentuj


Nazwa*

Email (p)*

Website

Twój komentarz*

Skomentuj

© Copyright Pobitegary - Designed by Pexeto