Nadziewane pieczarki z serem taleggio

pieczarki z serem taleggio
Print Friendly

Dobre danie na przystawkę: pieczarki nadziane pomidorami suszonymi i pietruszką zapieczone pod serem taleggio. Zamiast taleggio możecie spokojnie użyć startej mozarelli (takiej jak do pizzy) wymieszanej z ziołami prowansalskimi. Do tego przepisu wykorzystałam ogromne pieczarki portobello – jeśli ich nie znajdziecie, dajcie odpowiednio więcej zwykłych pieczarek starając się wybierać jak największe sztuki.

  • 4 duże pieczarki portobello (kapelusze, bez ogonków)
  • oliwa z oliwek
  • 1 niewielka drobno posiekana cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 50 g suszonych pomidorów posiekanych w drobną kostkę
  • 1/3 szklanki świeżo startego parmezanu
  • 1/2 szklanki drobno posiekanej pietruszki
  • 100 g sera taleggio lub startej mozarelli wymieszanej z ziołami prowansalskimi
  • Sól i świeżo zmielony czarny pieprz

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia ułóż pieczarki ogonkiem do góry, dopraw do smaku solą i pieprzem i skrop oliwą z oliwek. Piecz około 15 minut aż nieco zmiękną. Po wyjęciu z pieca odlej sok, który zgromadził się w kapeluszach.

Na patelni rozgrzej 2 łyżki oliwy, dodaj cebulę i czosnek i smaż na niewielkim ogniu od czasu do czasu mieszając około 10 minut (warzywa mają zmięknąć, ale nie zbrązowieć). Dodaj suszone pomidory, zamieszaj i zdejmij z ognia. Wystudź.

Do wystudzonych warzyw dodaj pietruszkę i parmez, dopraw do smaku solą i pieprzem (jeśli używasz taleggio, uważaj na sól, bo ser jest słony sam w sobie).

Tak przygotowanym farszem napełnij podpieczone kapelusze, przykryj taleggio lub mozarellą i wstaw do piekarnika na około 10 minut.

16 Komentarze


  • Bardzo fajny zimowy przepis. U mnie cos ostatnio nie sprzedaja portobello, ale nadziewane uwielbiam i sklad tego nadzienia sobie zapisuje.

    24/01/2012
  • Thiessa, jak milo Cie widziec na mojej stronie, bardzo lubie Twoj blog. Mamy podobne gusta kulinarne i nawet podobne ksiazki kucharskie (zawsze jak wchodze na Twoja strone i ogladam hinduskie przepisy, mam ochote sobie kupic The Food of India, bo mam tylko w wersji mini, z serii A little taste of….).

    A pieczarki lubie jeszcze w wersji przasnej, z duza iloscia pietruszki, bulka tarta i boczkiem podsmazonym z cebulka.

    24/01/2012
  • Brzmi pysznie. Jeszcze nie probowalam takich faszerowanych pieczarek :)

    Pozdrowienia.

    24/01/2012
  • własnie dzisiaj myślałam o nadziewanych pieczarkach z pomidorami i mozzarellą :)
    ależ pięknie wyglądaja Twoje

    24/01/2012
  • Dzięki, Majka. Właśnie mi się przypomniało, co możesz zrobić z tym kwaśnym syropem z granatów (jeśli go jeszcze nie wyrzuciłaś): moja turecka koleżanka używa takiego zamiast octu/ cytryny do winegretów, on ma być taki kwaśny. Ja mam taki raczej słodki (smakuje trochę jak ocet balsamiczny) i nazywa się pommegranate concentrate.

    24/01/2012
  • Gust mamy rzeczywiscie podobny. Jestesmy w podobnym wieku i na dodatek jestes moja imienniczka:-)
    Ja z kolei widze na polce za Toba “The food of China”, na ktora od dawna mam ochote i jakas fajna kuchnie azjatycka, ktora chetnie bym przygarnela.
    Pieczarki w formie przasnej robie z natka pietruszki i czosnkiem na masle. Tylko sol i pieprz jeszcze do tego, ale wtedy wybieram jak najmniejsze i smaze w calosci.
    Ja na wiele blogow zagladam, ale najczesciej nie zostawiam komentarzy. Obiecuje dac czasem znac, ze Cie podczytuje.

    24/01/2012
  • Nie mow mi jeszcze, ze jestes tlumaczka, bo sie okaze, ze jestesmy sostry blizniaczki. :) Interesuja Cie ksiazki ogolnoazjatyckie czy z konkretnych krajow? Food of China super, czesto z niej korzystam, choc ostatnio chetnie siegam tez po Ching-He Huang, ktora gotuje uwspolczesnione dania chinskie w angielskiej telewizji (sporo przepisow jest w necie).

    24/01/2012
  • Ja jestem koneserką pieczarek faszerowanych bo mój tato zawsze takie robił :) W każdą prawie niedziele były faszerowane pieczarki i za każdym razem były inne, ale duuuża garść pietruszki była nieodłącznym elementem :)

    24/01/2012
  • Elzunia, mężowi gratuluje odwagi w walce z homarem, ja bym się bała.

    Marta, mi pieczarki też się kojarzą z dzieciństwem. Pamiętam, że moja mama nadziewała nimi wydrążone kajzerki i zapiekała je w piekarniku. Muszę spróbować odtworzyć ten smak w najbliższym czasie.

    24/01/2012
  • Ja tlumaczka? Nieee. Jestem kompletne beztalencie jezykowe a na codzien jestem urzednikiem w pewnej polskiej instytucji:-).
    Lubie przepisy ogolnoazjatyckie, ale te jestem w stanie jakos sama skomponowac natomiast bardziej jnastawiam sie na ksiazki z konkretnego kraju. Dzieki temu mam orientacje co i gdzie sie jada, co sie ze soba zestawia itp.
    Uwspolczesnone wersje tez sa interesujace. Bardzo mi przypadla do gustu np. “Harumi’s Japenese cooking”, na razie tylko wizualnie, bo nie zdazylam jeszcze niczego z niej zrobic, ale to wlasnie taka nowoczesna kuchnia japonska a sama Harumi to ponoc japonska odpowiedz na Delie Smith.
    W necie wyszukuje przepisow sporadcznie. Po prostu lubie fizycznie byc w posiadaniu ksiazek i mam juz ich tyle, ze gdybym miala innego malzonka to zostalabym razem z nimi z domu wyeksmitowana:-)

    25/01/2012
  • To sie robi podejrzane: do mnie Harumi (Everyday Harumi. Simple Japanese Food for Family and Friends) przyszla przed dwoma dniami z Amazona, tez jeszcze nic nie zdazylam zrobic, ale zapowiada sie niezwykle ciekawie.

    Dopiero zaczynam przygode z kuchnia japonska, ale mam to szczescie, ze u mojej corki w szkole jest pelno japonskich dzieci, wiec na placu zabaw, podczas oczekiwania na wyjscie latorosli, mam kogo spytac w razie watpliwosci.

    Ching-He Huang polecam, uwspolczesnienie polega na dodawaniu do potraw wiekszej ilosci warzyw, no i na stosowaniu tych bardziej popularnych tutaj przypraw. Dobry jest tez Vatcharin Bhumichitr od kuchni tajskiej. A jesli lubisz kuchnie iranska, to polecam moj nie tak dawny nabytek: Food of Life Najmieh Batmanglij, ktory zostal oficjalnie zatwierdzony przez moja iranska kolezanke. :)

    25/01/2012
    • Faktycznie mocno podejrzane:-) Nie tylko z Harumi a w ogole. Ja z japonska kuchnia dotychczas malo praktykowalam, ale zgromadzilam juz troche literatury, zeby sie doglebniej nia zajac. Tylko jakos czasu mi brakuje, bo wlasnie zglebiam kuchnie koreanska. W ogole za duzo chcialabym na raz.
      Vatcharina mam od dawna, toz to biblia kuchni tajskiej! A z kuchni iranskiej rowniez polecam “The legendary cuisine of Persia” Margareth Shaida. Tez bardzo interesujaca kuchnia. Mam jakies 400 ksiazek kulinarnych, wiec wszystkiego u mnie do wyboru do koloru a ze ciagle mi malo to Twoja propozycje sobie zapisuje na liste. Wlasnie takie polecane ksiazki sobie cenie. Zwykle malzonek bawi sie w selekcje czytajac recenzje. Najbardziej liczy sie zdanie autochtonow. Jesli pisza, ze ksiazka zawiera potrawy, ktore robila ich mama, czy babcia to ksiazka jest OK.

      26/01/2012
      • No to jesteś lepsza ode mnie, jakieś 4 razy, ja mam ich coś koło setki. :) Dzięki za rekomendację, ale chyba na razie przystopuję z zakupami i zacznę intensywniej testować przepisy z książek, które już mam. Chciałabym u siebie stworzyć zakładkę z recenzjami ulubionych lektur, książek godnych polecenia, do których często wracam (nie planujesz takiego projektu? chętnie bym “obejrzała” Twoją biblioteczkę).

        Kuchnia irańska to moje nie tak dawne odkrycie, jest ciekawa i różnorodna, szkoda, że tak mało znana w świecie (w przeciwieństwie do kuchni marokańskiej, do której pod względem używanych przypraw i sposobu przyrządzania potraw jest moim zdaniem bardzo podobna). Ja mam to szczęście, że w niedalekiej okolicy jest zagłębie perskich knajp, więc często chadzam na rozpoznanie taktyczne i potem gotuję w domu.

        26/01/2012
  • Pewnie wczesniej niz Ty zaczelam. Na dodatek prezenty od Meza w postaci ksiazek kulinarnych z kazdej mozliwej okazji nie pomagaja w zachowaniu umiaru.
    Tez kiedys myslalam nad ksiazkami wartymi polecenia, ale jakas leniwa jestem. Musialabym specjalnie napisac recenzje a ja malo kiedy robie cos specjalnie pod bloga. Prawda jest taka, ze ja nie lubie gotowac, ale za to jesc lubie. To co chcialabym zjesc natomiast musze sama sobie zrobic, bo nawet gdybym miala nieograniczone fundusze to i tak, zadna restauracja tak nie karmi:-) Jak juz ugotuje to nie zaszkodzi strzelic fotke. Blog powstaje wiec niejako przy okazji. Z tych samych wzgledow pewnie niepredko zdecyduje sie na lustrzanke, chociaz mozliwosci techniczne mojej cyfrowki juz wyczerpalam. Nie wykluczam jednak, ze kiedys w przyplywie szalenstwa popelnie jakas recenzje.
    Jak dla mnie kuchnia iranska do marokanskiej ma sie troche nijak. Pisalam o tym ostatnio na GP. Moim zdaniem to mieszanka pakistansko-arabsko-ormianska. W kazdym razie marze o jakims urlopie w Iranie i najadaniu sie tymi wszystkim pysznosciami na miejscu.
    Wiesz pewnie o czym pisze, bo zdaje sie laczy nas rowniez pasja podroznicza.

    27/01/2012
  • Uff, jednak czymś się różnimy! Dla mnie blog to ukochane dziecko, może dlatego że niedawno narodzone (zaczęłam pisać w maju ubiegłego roku, najpierw do lusterka, a kilka tygodni temu zarejestrowałam się na durszlaku i mikserze). No i ja uwielbiam gotować.

    Jeszcze a propos książek: co poleciłabyś z kuchni indyjskiej (mam tylko jedną książkę) i wietnamskiej? (nie mam żadnej). Może napisz na maila, tutejszego malgoshka@pobitegary.com albo mojego prywatnego, masz u siebie na stronie, właśnie się zarejestrowałam. A męża zazdroszczę. Mój wprawdzie nic nie mówi, ale przewraca oczami jak widzi kolejną przesyłkę z Amazona.

    27/01/2012
  • wyglądają bardzo apetycznie!

    26/02/2012

Skomentuj


Nazwa*

Email (p)*

Website

Twój komentarz*

Skomentuj

© Copyright Pobitegary - Designed by Pexeto